Radvanice 2018

Bliziutko, bo zaledwie 150 km od Opola, u naszych sąsiadów Czechów zostały wznowione wyścigi w Radvanicach – Ostrawa. Jest to jedna z najbardziej wymagających tras, ponieważ ma bardzo dużo zakrętów (10 w lewo i 6 w prawo). Jednak wynagradza nam tą ilość roboty bardzo równy asfalt, jaki powinni się nauczyć robić Polacy. Klimat imprezy jest niesamowity, ale nadal zostaje oddany wyścigom w Brannej. Jednak tutaj jest coś co mnie przyciąga, tak zwana stodoła, która jest zwykłą starą stodołą niczym nie różniąca się od innych na czas wyścigów zamienia się w totalnie oldschool-ową knajpę jak na lata 70/80 przystało. Każde krzesło innego sortu, grill, pokaz starych zdjęć, kapela grająca w przyczepie auta ciężarowego, no po prostu kosmos. Jednak powróćmy do mojego przyjaciela. Mogłoby się wydawać, że po naprawie urwanego zaworu z Jicina Junak ma się dobrze. Jednak ja jak to ja musiałem jeszcze trochę pogrzebać i porobiłem trochę przy komorze spalania. Standardowo czasu nie miałem więc robiłem to wszystko na ostatnią chwilę i pierwszy raz przejechałem się na nim dopiero na treningach w sobotę. No i też taka robota nie przyniosła nic dobrego, ponieważ po dwóch pierwszych okrążeniach zatarł się zawór w prowadnicy i niestety tłok uderzając w niego skrzywił go. Na szczęście wszystko zdążyliśmy naprawić do drugiego treningu, które odbyły się w istnej ulewie. Niestety musiałem w nim wystartować, żeby się zakwalifikować do niedzielnych wyścigów. Pełen optymizmu, że wszystko będzie dobrze wystartowałem w niedzielę i szczęściem długo się nie nacieszyłem, bo była powtórka z rozrywki. Znowu zatarł się zawór i również skrzywił go tłok. I w ten oto sposób zakończyły się moje drugie wyścigi w tym sezonie. Poniżej parę zdjęć z pomimo wszystkiego super imprezy.

20180714_145354